SIGMA 50 mm F1.2 DG DN od roku w mojej torbie – Krzysztof Kisała

Udostępnij post:
zdjęcie obiektywu Sigma 50mm F1.2 DG DN

SIGMA 50 mm F1.2 DG DN od roku w mojej torbie – Krzysztof Kisała

Udostępnij:

Fotografuję od 2008 roku. Od zawsze uwielbiałem ogniskową 50 mm i miałem/mam ich w życiu wiele. Każda z nich proponowała inny obrazek, ostrość, bokeh. Jednak każda „widziała” podobnie do ludzkiego oka. I chyba to podoba mi się najbardziej. Możliwość tworzenia kadrów w miarę szerokich, ale jednocześnie pięknych, ciasnych portretów czy mikro zbliżeń jednym szkłem jest bardzo wygodne.
Przez te wszystkie lata pracowałem na kilkunastu „pięćdziesiątkach” Nie będzie to jednak wpis o nich, ale opisując 50 mm F1,2 DG DN od Sigmy mam odniesienie i porównanie do tych, które miałem w rękach wcześniej.

zdjęcie dziewczynki wykonane obiektywem Sigma 50mm F1.2 DG DN
Fot. Krzysztof Kisała, Sigma 50mm F1.2 DG DN

Nie jestem osobą techniczną zatem ten wpis też nie może być taki. Będzie o obrazku i o pracy, a zdjęcia, które tu zobaczycie powstały głównie podczas zleceń, które wykonywałem dla klientów (sesje rodzinne w plenerze i w studio, sesje par oraz sesje maluszków w domu) na przestrzeni ostatniego roku, bo mam to cudo od premiery i myślę, że przez długi czas nie rozstanę się z nim. Pojawi się też kilka ujęć z prywatnych spacerów i sesji moich dziewczyn, bo lubię mieć ten obiektyw na spacerach z moją rodziną.

 

Pierwsza rzecz, na którą zwróciłem uwagę to rozmiar i waga. Gdy usłyszałem o premierze i przysłonie f1,2 spodziewałem się sporego, ciężkiego szkła. Zaskoczyłem się pozytywnie, gdy okazało się, że to tylko nieco ponad 700 gram i 10 cm długości. Otrzymujemy zatem bliźniaczo podobny obiektyw do Sigma Art 50 mm F1.4 DG DN I rzeczywiście, gdy postawi się je obok siebie ciężko odróżnić, który jest który. Dopiero gdy weźmiemy do ręki czuć kilkadziesiąt gram różnicy. Reasumując. Jeśli mówimy o takim otworze przesłony to obiektyw ten to maluszek 🙂

zdjęcie obiektywu Sigma 50mm F1.2 DG DN

Ja jednak rzadko zwracam uwagę na wymiary i wagę. Więcej czasu poświęcam na analizę finalnego obrazka. A tu robi się pięknie. Niesamowicie ostry i w zasadzie zawsze celny już od pełnego otworu przysłony.
Często łapię momenty, one trwają bardzo krótko, potrzebuje zestawu, który za nimi nadąży. Tu jest świetnie! Autofokus nie zbiera się, ale pracuje szybko i celnie nawet dynamicznych sytuacjach, gdy np. modele biegną w moją stronę. Nie przypominam sobie sytuacji żebym się na nim zawiódł, a obiektyw pracował również z aparatem Sony A7III więc dosyć stara generacja bezlusterkowców. Nawet podczas pracy pod słońce super sobie radzi z szybkim ostrzeniem oraz dokładnym śledzeniem obiektu fotografowanego.

Fot. Krzysztof Kisała, Sigma 50mm F1.2 DG DN

A skoro już jesteśmy przy zdjęciach pod światło to ja (jeśli tylko jest taka możliwość) wykonuję takich podczas sesji sporo. To co od razu rzuciło mi się od razu w oczy w pierwszych dniach użytkowania obiektywu Sigma 50 mm F1,2 DG DN to niesamowity obrazek i bokeh. Bardzo filmowy. Malarski.

Nie wiem czy nie zaszaleję z ostatnim określeniem, ale wręcz poetycki. Często w rozmowach z innymi fotografami na temat tego szkła padało zdanie: „a po co mi 1,2 ? Czy ja to wykorzystam?”

Fot. Krzysztof Kisała, Sigma 50mm F1.2 DG DN

Zawsze wtedy odpowiadałem, że to nie jest tylko 1,2 które nieco skróci czas otwarcia migawki. Ten obiektyw zupełnie inaczej maluje na F1,4 czy F2,0 czy F4. Inaczej w porównaniu do bratniej Sigma 50 mm F1,4 DG DN To zupełnie inna plastyka obrazu. Jednak tak jak wspominałem na początku nie jestem techniczną osobą. Natomiast sporo widzę. I tą różnicę widać od razu.

zdjęcie pary wykonane obiektywem Sigma 50mm F1.2 DG DN
Fot. Krzysztof Kisała, Sigma 50mm F1.2 DG DN

Z jednej strony jest to obiektyw o ogromnej jasności, pozwalający na tworzenie zdjęć o głębokim kontraście między ostrym punktem a płynnie rozmytym tłem, z drugiej — jego plastyczność jest na tyle subtelna, że zdjęcia nie wydają się przesadnie „przekoloryzowane” czy sztuczne. To balans pomiędzy techniczną precyzją, a własną interpretacją.

Jeśli chodzi o samą ostrość to na f/1.2 – powiedzieć, że obraz jest w pełni użyteczny to niewiele powiedzieć. Szczegóły na twarzach, włosach, oczach czy drobnych elementach ubioru pozostają wyraźnie oddzielone od tła, które jest gładko rozmyte. To pozwala na uzyskanie ostrości tam, gdzie naprawdę tego chcemy, zachowując jednocześnie efekt płynnego bokehu w tle. Nawet przy dużym otworze przysłony, obraz pozostaje pełen detali, a sama głębia ostrości nie jest przesadnie wąska, co daje większą elastyczność podczas pracy zarówno w plenerze jak i w studio czy u klienta w domu. Złapałem się na tym, dotychczas pracowałem na ciemniejszych przysłonach i było OK. Dziś otwarcie do F1.2 i zaczerpnięcie tej plastyki jest w zasadzie standardem większości sesji.

Fot. Krzysztof Kisała, Sigma 50mm F1.2 DG DN

Rok 2025 jest moim drugim rokiem bez reportaży ślubnych, po 15 latach fotografowania tych cudownych chwil. Bardzo żałuję, że nie było mi dane przetestować tego obiektywu podczas takiego właśnie zlecania. Wiem, że świetnie sprawdziłby się w kościele czy później na przyjęciu weselnym, cudownie malując światła świec. Nie wspominając już o sesji pary młodej czy ujęciach detali. Wszystko przede mną ale wiem już, że będzie to świetne rozwiązanie do takiej okazji.

Fot. Krzysztof Kisała, Sigma 50mm F1.2 DG DN

Sigma 50mm F1.2 DG DN to obiektyw, który pozwala na kreowanie subtelnych obrazów, nadając zdjęciom wyjątkowego nastroju. Pozostając jednocześnie zaskakująco ostry już przy przysłonie f/1.2, co pozwala na uzyskanie doskonałej jakości zdjęć.

Obiektyw jest ze mną od ponad roku i wiem, że pozostanie w torbie na dłużej, bo jeszcze wiele przed nami do zrobienia. A poniżej próbka zdjęć, które wykonałem, odkąd wszedłem w jego posiadanie. Polecam i zapraszam do galerii. Krzysiek.

Krzysztof Kisała

Krzysztof Kisała

Od dziecka zafascynowany rysunkiem i komiksem z czasem przeniósł te miłość na fotografię. Niesamowita wrażliwość i reporterskie spojrzenie od lat pomagają podczas fotografowania ślubów, ale też świetnie spisują się podczas sesji rodzinnych. Uwielbia słońce, ale nie narzeka na deszcz i mgły. Ciągle obserwuje światło i cień. Prywatnie mąż i tata (również „psi tata” Cavaliera o imieniu – Focus). Wychowany w latach 80/90, wypełniony jest muzyką i nie wyobraża sobie życia bez niej.

Więcej o twórczości, warsztatach i pracy Krzysztofa znajdziecie na jego stronie oraz social mediach.
https://kisalove.com/
https://www.facebook.com/kisala.fotografia/

Zobacz produkty

Zapisz się do Newslettera​

Zobacz również