Sigma 105 2.8 DG DN Macro Art – bo tak brzmi pełna nazwa tego szkła. To pierwszy obiektyw makro, o którym piszę pełną recenzję. Co prawda testowałem już tego typu konstrukcje, a sam na co dzień używam stopiątki do fotografowania sprzętu. Tak, wszystkie zdjęcia produktów, które widzicie w moich materiałach, powstają właśnie przy użyciu 105 2.8 macro. Oprócz klasycznych zbliżeń makro zrobiłem też sporo uniwersalnych kadrów. Uważam, że mimo swojego rodowodu, ten obiektyw świetnie sprawdzi się również w innych dziedzinach – zwłaszcza w portrecie beauty.
Do dzieła !
Budowa Sigma 105mm F2.8 DG DN | Art
Wizualnie to solidna, czarna konstrukcja z dużym, gumowym i charakterystycznie karbowanym pierścieniem do manualnego ostrzenia. Tuż obok znajdziemy pierścień ręcznej zmiany przysłony, który może działać skokowo (na klik) bądź całkowicie płynnie – służy do tego specjalny przełącznik. Oczywiście sterowanie z poziomu obiektywu możemy też całkowicie zablokować, aby przysłoną sterować klasycznie, z poziomu aparatu.
Na obudowie znajdziemy wysepkę z przełącznikiem trybu pracy AF/MF, poniżej programowalny przycisk AFL, a pod nim przełącznik ogranicznika ostrości (Full, od 0,5 m do nieskończoności oraz od 0,295 m do 0,5 m). Sam limiter przydaje się potwornie, ale o tym w dalszej części.
Czyste technikalia: Wewnątrz konstrukcji znajdziemy 17 elementów optycznych rozmieszczonych w 12 grupach, w tym jeden specjalny element SLD. Minimalna odległość ostrzenia wynosi 29,5 cm. Skala odwzorowania: 1:1. Za plastykę rozmycia odpowiada 9-listkowa przysłona, a średnica filtra to klasyczne 62 mm. Całość waży 710 gramów.
Co ciekawe stopiątka nie zmienia przysłony wraz ze zmniejszaniem odległości. Aparat cały czas pokazuje nominalne 2.8. Zaraz do tego wrócę.
Fot. Dariusz Breś
Obrazek, Bokeh, Ostrość
Plastyki, czyli rozmycia jakie daje dedykowany obiektyw makro, nie sposób osiągnąć klasycznymi szkłami – to swoista, osobna szuflada fotografii i zupełnie inny wymiar percepcji, a niby dlaczego? Ano dlatego, że możemy podejść do obiektu ekstremalnie blisko, przy skali odwzorowania 1:1 dostajemy turbo małą głębię ostrości. Mówimy tu o milimetrach.
No dobra, ale o co właściwie chodzi z tą skalą odwzorowania 1:1 i kiedy ją mamy? Mówiąc najprościej jak się da: skala 1:1 oznacza, że fotografowany obiekt ma na matrycy aparatu dokładnie taki sam rozmiar, jak w rzeczywistości.
Wyobraźcie sobie mrówkę, która ma 5 mm długości. Jeśli podejdziecie do niej z tą Sigmą na minimalną odległość ostrzenia (czyli te niecałe 30 cm od matrycy), to jej obraz rzucony przez soczewki na sensor aparatu będzie miał dokładnie 5 mm. Jeśli macie matrycę pełnoklatkową (która ma szerokość 36 mm), to ta maleńka mrówka zajmie aż 1/7 całego Waszego kadru.
To jest właśnie rasowe makro. Zwykłe, „klasyczne” obiektywy potrafią obiekt jedynie pomniejszyć (np. do skali 1:4 czy 1:10), przez co z bliska robactwo jest na zdjęciach malutkimi kropkami.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Przy takiej skali tło po prostu przestaje istnieć, zamieniając się w idealnie gładką, malarską plamę. Ten kontrast robi robotę: w punkcie ostrości Sigma tnie jak żyleta, a milimetr dalej wszystko natychmiast miękko odpływa. Separacja jest potężna, a kadr dostaje takiego trójwymiaru, że fotografowana rzecz wręcz wyskakuje z ekranu.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Robisz zdjęcie jakiemuś robakowi i masz idealnie odcięte, ostre jak brzytwa oko, podczas gdy reszta jego głowy już totalnie tonie w mega plastycznym rozmyciu. Oczywiście ma to swoje plusy i minusy, bo czasami tak ekstremalnie mała głębia to po prostu za mało, żeby sensownie pokazać obiekt.
Konieczne staje się mocne przymykanie przysłony – praktycznie od f/9 do nawet f/16 (więcej nie radzę bo wchodzimy w obszary dyfrakcji – czyli spadek rozdzielczości). Matko ! Aż tyle? przecież to będzie mega ciemno w kadrze, iso mam podnosić ? No nie do końca, trzeba korzystać z lampy, najlepiej z założonym sofboxem, bądź innym zmiękczaczem światła.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Mimo tak dużych wartości przysłony nadal może być zbyt mała głębia ostrości. W takich sytuacjach jedynym ratunkiem jest focus stacking. Czyli robienie serii kilku lub kilkunastu zdjęć z delikatnym przesunięciem punktu ostrości, a potem składanie ich w jeden idealny kadr w programie graficznym. Tę opcję w swoim menu ma kilka zaawansowanych aparatów i co ciekawe – Sigma BF!
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Czas wspomnieć o tym, co w obiektywach makro najważniejsze. O ostrości. Krótko: ta Sigma to jest, optyczny potwór. I to nie są moje pobożne życzenia – na to są papiery (mtfy) i zdjęcia.
Uwaga, teraz wjeżdżają treści typowo dla sprzętowych wariatów – jeśli nie jara Was czysta technologia, możecie przewinąć dalej, ale jeśli lubicie twarde dane, to zapraszam bliżej ekranu.
Jeśli wrzucicie na warsztat oficjalne wykresy MTF, interesuje nas głównie ten dyfrakcyjny, który pokazuje realną fizykę światła, a nie idealną teorię. Na tym wykresie czerwone linie odpowiedzialne za kontrast (10 lp/mm) właściwie przykleiły się do sufitu – startują z poziomu 0.97 i idą płasko przez niemal cały kadr.
Z kolei zielone linie od gęstego detalu (30 lp/mm) – czyli te, które bezpośrednio odpowiadają za ostrość i odwzorowanie najdrobniejszych elementów – w samym centrum wyciągają chory, realny wynik na poziomie prawie 0.89 i trzymają pułap około 0.85 przez większość klatki.
Mówiąc ludzkim językiem: pojęcie „mydła na pełnej dziurze” dla tego obiektywu nie istnieje. Po podpięciu tej Sigmy i zrobieniu zdjęcia na f/2.8 przeżyjecie szok. Obraz jest tak bezlitośnie szczegółowy, jakby matrycę ciął chirurgiczny skalpel. Każdy mikroskopijny włos na nodze muchy, ziarnko pyłku czy faktura skóry są zarejestrowane z perfekcyjną wyrazistością od samego środka kadru.
A jak przymknięcie przysłonę zwiększając głębię ostrości, dostaniecie obłędny efekt co widać na załączonych kadrach beauty.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Dopiero na ekstremalnych rogach pełnej klatki linie rozdzielczości naturalnie nurkują w dół. Zwróćcie uwagę, jak blisko siebie idą linie ciągłe i przerywane – to oznacza niemal całkowity brak astygmatyzmu. Nieważne, czy detal układa się w kadrze pionowo, czy poziomo, obiektyw rysuje go identycznie. To właśnie ta optyczna perfekcja sprawia, że punkt ostrości odcina się od tła z niesamowitą mocą, a obiekt trójwymiarowo wyskakuje z ekranu.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Autofocus
Aby rzetelnie ocenić działanie autofokusa w tej Sigmie, musimy podzielić jego pracę na trzy zupełnie różne etapy, zależnie od tego, jak daleko stoimy od celu.
Super bliskie makro (skala 1:1)
Tutaj, umówmy się – AF często jest bezużyteczny. Dlaczego? Przez tę nieszczęsną, mikroskopijną głębię ostrości. Nawet najmniejszy punkt AF w aparacie jest na tyle duży, że fizycznie nie ma szans precyzyjnie wybrać tego, co faktycznie ma być ostre. Pamiętajmy, że w tym zakresie wszystkie obiektywy macro będą działały w ten sam sposób, w tak dużych powiększeniach obrazu fizyki nie oszukamy.
Najlepsza metoda? Od razu przełączacie obiektyw w tryb manualny, pierścieniem ustawiacie minimalną odległość ostrzenia i… odpala się autofocus w Waszym ciele. Delikatnie pochylacie się do przodu i do tyłu, sami idealnie wstrzeliwując się w punkt. W świecie makro to całkowicie normalna, a wręcz niezbędna praktyka. A jeśli robicie makro w domu lub w warunkach kontrolowanych wrzucacie aparat na statyw z regulowaną głowicą.
Średni dystans (okolice 1 metra)
Kiedy odejdziecie na około metr od obiektu, sytuacja diametralnie się zmienia. Głębia ostrości robi się większa i tutaj spokojnie możecie już zdać się na automatykę aparatu. Mało tego – na tym dystansie możecie bez problemu odpalić systemy wykrywania oczu owadów czy ptaków w Waszych korpusach. Wydaje się, że tutaj silnik jest wolny, ostrzenie zajmuje więcej czasu niż w klasycznej np. 85. Rzecz w tym że skok soczewki ostrzącej we wszystkich obiektywach macro, jest 4-6 razy większy niż w klasycznych stałkach. Po prostu układy fokusujące mają dużo dłuższą drogę do przebycia.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Pełen dystans (od 3 metrów w górę)
Czyli wchodzimy w tryb „nie-makro”. Bo pamiętajcie – to szkło nie jest tylko do robaków! Tak, tak, tym obiektywem spokojnie zrobicie całkowicie „normalne” zdjęcia, reportaż czy portret beauty. Kiedy złapiecie dystans kilku metrów, włączam ogranicznik AF (limiter) na obudowie, odcinając zakres makro i spokojnie możecie już łapać w kadrze nawet coś szybszego.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Użytkowanie
Sigmę 105 2.8 DG DN Macro Art testowałem na korpusach m.in. na Sony A7R V oraz A9 III, W dłoni to lekki i poręczny słoik, który spełnia swoje zadanie i tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Podłączamy i pracujemy.
Z istotnych rzeczy: obiektyw cały czas pokazuje nominalną wartość przysłony, niezależnie od tego, jak blisko obiektu się znajdujemy.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Zgodnie z prawami fizyki, w obiektywach makro wraz ze zbliżaniem obiektywu do obiektu spada ilość światła docierająca do matrycy. Przez to przysłona automatycznie się zmniejsza – na przykład z f/2.8 robi się f/3.5, f/4 i tak dalej.
Część zestawów (aparat + obiektyw) pokazuje w wizjerze tzw. przysłonę efektywną, od razu informują nas na wyświetlaczu, że obraz ciemnieje i zmienia te cyferki na wyższe wraz ze wzrostem skali odwzorowania. Druga cześć zestawów (aparat + obiektyw) z kolei twierdzi, że cały czas pracujemy na f/2.8, mimo, że wewnętrznie światła ubywa dokładnie tak samo.
Które podejście jest lepsze? Nie powiem Wam bo dla mnie to nie ma najmniejszego znaczenia. Dla finalnego zdjęcia nie ma to żadnego znaczenia. Wspominam o tym jednak z kronikarskiego obowiązku, żebyście wiedzieli, dlaczego Wasze aparaty mogą różnie komunikować się ze szkłami macro.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
Kolejna sprawa to brak stabilizacji w samym obiektywie. Owszem, współczesne korpusy mają genialną stabilizację matrycy, ale w obiektywie po prostu przydałaby się dodatkowa stabilizacja optyczna, bo jest lepsza i zwiększyłaby stabilność przy skali 1:1, gdzie na tak bliskich odległościach obraz potrafi drgać, zależnie od waszych rąk. Czy brak stabilizacji przekreśla tę Sigmę? Absolutnie nie, pracuję nią od dłuższego czasu i jak widać na zdjęciach, brak OS nie jest punktem do dramatyzowania, spróbujcie i zobaczycie sami 🙂
Dla kogo?
To narzędzie nie tylko dla miłośników makrofotografii przyrodniczej – to obiektyw dla każdego fotografa natury. Gdy nie ma ptaków, zawsze możesz zejść niżej i odkryć fascynujący świat mikro. Sigma 105 Macro Art to także wybór dla specjalistów od fotografii produktowej i twórców beauty, którzy potrzebują bezlitosnych zbliżeń na fakturę skóry.
Ten słoiczek wciąga w świat niewidzialny dla gołego oka. Doskonale nadaje się na wszelkie łąkowo-bagienno-leśne spacery w poszukiwaniu żyjątek wszelkiej maści. Jeśli ciągnie Was do natury i biegania za motylami, to szkło da Wam dużo świetnej zabawy.
Fot. Dariusz Breś. Sigma 105mm F2.8 DG DN Macro I Art
W fotografii produktowej to absolutny niezbędnik. Kiedy liczy się perfekcyjne oddanie detali, bezkompromisowa optyka robi całą robotę. Ja osobiście używam 105-tki do sesji… innych obiektywów – do wszystkich moich recenzji. Pamiętajcie też, że to szkło świetnie radzi sobie w ciasnych portretach, pozwalając na idealne pokazanie faktury skóry w stylu beauty – dokładnie tak, jak na reklamach luksusowych kosmetyków czy biżuterii, gdzie każdy szczegół musi być nieskazitelny
Podsumowanie
Z Sigmą 105 2.8 DG DN Macro Art można utknąć w głębokich chaszczach na długie godziny, sprawdzone na sobie. To szkło mocno wciąga w swój świat. Sprawia, że nagle zaczynacie dostrzegać rzeczy, obok których wcześniej przeszlibyście całkowicie obojętnie. Każda mrówka, faktura liścia czy detal stają się materiałem na genialny kadr.
Co jest w tym wszystkim najlepsze? Wcale nie musicie być superfachowcami od makro ani mieć doktoratu z fizyki optycznej, żeby zacząć robić niesamowite zdjęcia. Ta Sigma pozwala wejść w ten świat z marszu, dając potężną frajdę już od pierwszego naciśnięcia spustu migawki.
Jasne, praca w ekstremalnych zbliżeniach to szkoła cierpliwości, walka o każdy milimetr głębi ostrości i kombinowanie z dyfuzorami czy focus stackingiem. Ale kiedy już złapiecie o co chodzi, Sigma odwdzięczy się Wam chirurgiczną ostrością i genialnym trójwymiarem, czysta radość z fotografowania i co ciekawe zawsze coś wyjdzie. Może padać, świecić słońce, może być śnieg albo zielona trawa – z takim powiększeniem zawsze traficie kapitalny kadr !
Ale makro w krzakach to tylko jedna strona medalu. W profesjonalnej fotografii beauty obiektyw makro to absolutny standard, pozwalający wyjść poza zwykły portret i wkroczyć w świat detali. I właśnie tutaj Sigma 105 Macro sprawdza się doskonale. Kluczową wartością jest jej zdolność do rejestrowania faktury skóry oraz struktury makijażu. Dzięki niej widać nie tylko efekt końcowy, ale także precyzję pracy wizażysty – od drobinek rozświetlacza po sposób osadzenia podkładu w porach skóry.
Jeśli poszukujecie prawdziwego rzeźnika makro, staruszka Sigma 105 2.8 DG DN Macro Art jest doskonałym wyborem. To specjalistyczne szkło, które tnie obraz z chirurgiczną precyzją, a jego ostrość – od skrzydeł owada po najdrobniejszą fakturę skóry w beauty – trzeba uważać ten obiektyw jest wciągający.
To narzędzie, które zamienia matrycę w mikroskop, zachowując przy tym przepiękną, miękką plastykę nieostrości. Niezależnie od tego, czy planujecie godziny w krzakach, czy profesjonalne sesje w studio, ta Sigma odwdzięczy się Wam jakością, która po prostu szokuje.
Ocena
Sigma 105 2.8 DG DN Macro Art wypnij pierś, dostajesz 4.5 gwiazdy na 5 możliwych.
+ Na plus:
- kosmiczna ostrość
- obrazek, plastyka
- uszczelniona obudowa
- pierścień zmiany wartości przysłony (+możliwość jego ustawiania, click, lock)
- 2 lata gwarancji PL dystrybutora z możliwością przedłużenia do 5 lat
– Na minus:
- brak stabilizacji
Zapraszam do galerii
Dariusz Breś
Zawodowy fotograf, retuszer. Nieustannie poszukuje dobrych ujęć i nowych wyzwań. Specjalizuje się w fotografii biznesowej, eventowej, sportowej, ślubnej oraz produktowo-reklamowej. W swoim portfolio posiada ogromny wachlarz prac dla znanych marek. Od trzech lat jest jednym z fotografów WOŚP. Uwiecznił marzenie Jerzego Górskiego, bohatera filmu „Najlepszy”. Podczas Pol’and’Rock Festival 2018 zrealizował sesję fotograficzną na bungee oraz fotografował kadrę trenerską jednego z najbardziej luksusowych klubów fitness w Polsce. Autor znanych i cenionych testów sprzętu fotograficznego z bezkompromisowym podejściem do jakości obrazu. Prywatnie podróżnik i pasjonat sportu. W wolnych chwilach uwielbia fotografować zwierzęta. Nienawidzi zdjęć na ściankach.



