Swoją przygodę z fotografią rozpocząłem na poważnie całkiem niedawno. Pierwszy aparat kupiłem w 2022 roku – był to Sony z kitowym obiektywem. Wcześniej miałem kontakt z fotografią, głównie mobilną, ale nigdy wcześniej nie podchodziłem do tematu świadomie.
Już od pierwszych chwil z pełną klatką czułem, że czegoś w tym zestawie brakuje. Mimo braku doświadczenia, intuicyjnie zrozumiałem, że „problemem” nie jest body, ale obiektyw. Wszak body tylko rejestruje to co na jego matrycę rzuca obiektyw.
Pierwsze spotkanie z marką Sigma i zmiana perspektywy
W tamtym czasie markę Sigma kojarzyłem jedynie jako producenta solidnych zamienników dla natywnych szkieł, a wisienką na torcie było spotkanie z prezesem Sigmy Kazuto Yamaki na Światłosile w Gdańsku. Byłem oczarowany jego podejściem i wartościami jakimi się kierował i to co mogłem zaobserwować wcześniej znalazło swoje potwierdzenie w jego słowach. Sigma jako jedna z niewielu (jeśli nie jedyna) nie produkuje “zamienników”. Tworzy ona swoje własne konstrukcje, nierzadko przesuwając granice tego co możliwe. Sigma 18-35mm ze światłem F1.8 była pierwszym tak jasnym zoomem pod matrycę APS-C, stworzona głównie po to, żeby pokazać, że można. Nieco ponad dekadę później pojawił się 28-45mm F1.8 pod pełną klatkę, znowu przecierając szlaki instrumentem, który jest niemal doskonały pod wieloma względami.
Moja pierwsza pięćdziesiątka - od zachwytu do znudzenia
Wracając jednak do tematu “pięćdziesiątki”. Sigma 50mm F1.4 DG HSM była moją pierwszą stałką. I od samego początku byłem zakochany w obrazku jaki generowała. Później jednak pojawiło się u mnie jeszcze kilka innych obiektywów i w pewnym momencie 85mm F1.4 DG DN | Art stała się moją ulubioną, spychając ogniskową 50mm na dalszy plan i czyniąc ją zwyczajnie nudną.
I trwało to przez jakiś czas aż jeden z moich znajomych pokazał się z nową 50-ką z przysłoną F1.2.
Sigma 50mm F1.2 DG DN od pierwszego kontaktu do miłości od nowa
Z ciekawości wpiąłem ją w body i zaiskrzyło między nami już od samego początku. Genialna plastyka, płytka głębia ostrości ale jednocześnie to co się w niej znajdowało było bardzo ostre. Do tego bardzo przystępne gabaryty, szybki autofocus i pierścień przysłony, który dzisiaj jest już standardem ale którego nie miała starsza konstrukcja, czyniąc obiektyw wygodnym również podczas filmowania.
Uniwersalność, która robi różnicę do zdjęć i filmu
Dziś to jedno z moich ulubionych szkieł. Zabieram je na reportaże, szczególnie w trudniejszych warunkach oświetleniowych. Świetnie sprawdza się również podczas nocnych spacerów z aparatem, jak i przy filmowaniu. Jest lekki, wygodny i daje niesamowity obrazek.
Nic dodać, nic ująć 🙂
Piotr Pełech
Piotr Pełech ale nieco bardziej znany jako Szary Człowiek w kolorze. Od kilku lat pasjonuje się fotografią, a od jakiegoś czasu coraz bardziej angażuje się też w filmowanie. W swojej pracy skupia się na dostrzeganiu i obserwacji tego co dzieje się wokół. Stara się nie reżyserować i jak najmniej ingerować w rzeczywistość podczas rejestrowania tak, by zachować autentyczność i pokazywać prawdziwe emocje. Nie specjalizuje się w konkretnej tematyce, próbuję wszystkiego po trochu, starając się w tym wszystkim odnaleźć choć trochę siebie i rzucić na to swoje spojrzenie. Wierzy (choć może to naiwne), że w obliczu sztucznej inteligencji takie podejście zaowocuje, bo ludzie będą mieć dosyć oglądania wygenerowanych treści i rozmawiania z botami, a kontakt z prawdziwym człowiekiem stanie się bardziej doceniany.
Instagram @szary_czlowiek_w_kolorze



