Pierwsze wrażenie, wygląd, który robi wrażenie
Cześć. Chodź, opowiem Ci bajkę.
Wiedziałem, że tak zacznę ten tekst. Od momentu, kiedy wyjąłem Sigmę 300-600 mm F4 DG OS | Sports z pokrowca i zobaczyłem na żywo to urządzenie, zacząłem czuć się, jak w bajce. Cierpliwie czekałem, aż wpadnie w moje ręce i te kilka dni i kilka sportowych imprez, które mogłem nim zrobić, dało mi mnóstwo frajdy. Minęło trochę czasu od jego premiery, a przeróżnych testów jest tak wiele, że wszystkie parametry techniczne, są do odnalezienia w sieci. Ja, ani ochoty, ani kompetencji do jego testowania nie mam. Mogę jednak podzielić się odczuciami jakie towarzyszą jego użytkownikowi. A tu ciśnie się na usta jedno słowo – bajka.
Lżejszy niż wygląda. Ergonomia i gabaryty w praktyce
Pierwsze wrażenie. Jest… piękny. Dziwna rzecz, ale to sobie właśnie pomyślałem, kiedy oglądałem ten obiektyw po raz pierwszy. Kolor, faktura, kształt. Czuć jak bardzo dopracowane jest to urządzenie i nie można oprzeć się wrażeniu, że konstruktorzy zadbali nawet o to, by po prostu dobrze wyglądał. Nie oszukujmy się, fotografując obiektywem tych rozmiarów, jesteś widoczny z daleka. Biały kolor tylko potęguje tę „widoczność z daleka”. Jeśli zamysłem konstruktorów z Japonii było, aby obiektyw robił jeszcze większe wrażenie z bliska niż z daleka, to udało się to. Przechodząc wzdłuż trybuny stadionu piłkarskiego, a także przez wyścigowy paddock, po prostu słyszysz te zachwyty na jego widok. Jeśli fotografowanie ma być przyjemnością (a powinno!), obcowanie z tym urządzeniem na wielu płaszczyznach sprawia przyjemność. I to wielką.
Skala ma znaczenie, porównanie z aparatem i innymi obiektywami
Wrażenie trzecie. On jest wielki. Kiedy to widać najbardziej? Kiedy złożyłem przeciwsłoneczną osłonę, a jednocześnie podpiąłem aparat. Sony A1 z którym miałem przyjemność połączyć Sigmę, nie jest najmniejszym body, jakie można tu podpiąć, ale z tym olbrzymem, chyba każdy aparat będzie wyglądał jak zabawka. Tak, dokładnie takie odniosłem wrażenie. Aparat, który jest absolutnie topowym urządzeniem od Sony, w pierwszej chwili wydaje się malutki w tandemie z tym obiektywem. Dziwne wrażenie, bo zawsze mi się wydawało, że moja Sigma 60-600mm S, jest duża… Patrząc na ten cud techniki od razu wiedziałem, że zabawy z ręki to tu za dużo nie będzie. Właśnie nie ze względu na wagę, a gabaryt. W końcu, to są cztery „stałki” upchane w jedną obudowę. W mniejszą się raczej nie da.
Prestiż, zasięg i pierwsze testy na stadionie
Wrażenie czwarte. Prestiż. Pakuję się na mecz, sprawdzam po kilka razy akumulatory, karty, czytniki, monopod. W końcu Wisła Kraków nieczęsto przyjeżdża w rejon województwa lubuskiego. Taka okazja zdarza się raz na kilkadziesiąt lat, warto więc ją wykorzystać. Wpadam na stadion. Witam się z Mateuszem Borkiem i Grzegorzem Mielcarskim (przywileje akredytowanych fotografów ;)), potem z koleżankami i kolegami po fachu. Każdy zerka na dodatkowy futerał, z jakim do tej pory mnie nie widzieli. Pytają – co tam chowasz? Fajne szkło na testy – odpowiadam. W końcu nadchodzi ten czas i wyciągam sprzęt z torby, składam z namaszczeniem godnym japońskiego samuraja te fotograficzne klocki i wykonuję parę próbnych ujęć. Uuu szybki AF. Uuu, ale zasięg. Mmm, co za obrazek… Ktoś podchodzi i pyta czy to jest TO 300-600mm? Ktoś inny bierze w dłonie, strzela parę ujęć gdzieś w trybuny. Do meczu jeszcze daleko, a ja właśnie zaczynam odczuwać ten ciężar… Ciężar odpowiedzialności, że takim sprzętem po prostu trzeba zrobić dobre zdjęcia… Robię dla siebie. Tym razem nie czeka agencja czy marketing klubu, z którym na co dzień współpracuję. Od razu jakoś tak raźniej. Mogę się po prostu bawić i czerpać nieskrywaną przyjemność płynącą z pracy tym szkłem. Również z lekko zazdrosnego wzroku koleżanek i kolegów. Czy ja się zrobiłem próżny?! Ta bajka ma chyba jakiś morał…
Praca z obiektywem w reportażu sportowym
Piąte wrażenie. Fotografuje się genialnie. Zasięg, wspomniany wcześniej AF i zakres. Nie grzebałem w ustawieniach, nie przestawiałem suwaków w lewo i prawo, nie testowałem stabilizacji. Mam swój workflow, mam swoje ustawienia. Na szybko sprawdziłem, czy żadne z nich nie popsuje mi kadrów. Szkło tej klasy, po prostu robi swoją robotę, a ja swoją. Od Sigmy otrzymałem komfort pracy, jaki nie jest mi znany z innych szkieł. Praca pierścienia zoomowania jest świetnie skalibrowana i pozwala na śledzenie nawet bardzo dynamicznych akcji. Zakres sprawdza się doskonale dla boiska piłkarskiego standardowych rozmiarów. Dla kilku ujęć przełączyłem aparat w tryb DX, a więc ujrzałem świat na ekwiwalencie 900 mm. Jakość obrazka wciąż satysfakcjonująca, a zasięg wręcz za duży! Reportaż z meczu zrobiłem w sumie na trzy aparaty i trzy obiektywy – 24-70, 70-200 i 300-600. Znakomicie się ten tercet uzupełniał. Niewątpliwą zaletą Sigmy jest możliwość fotografowania akcji na przeciwległej połowie boiska, jak i w bliższym polu karnym. Tego komfortu nie dają „stałki”. Każdy agencyjny fotograf wie doskonale o czym mówię. Odległość od fotografowanego obiektu, jest w przypadku „stałek”, swego rodzaju kagańcem. Rzucasz okiem na boisko, widzisz w jakim kierunku idzie akcja i od razu wiesz, że musisz złapać za „coś krótszego”, bo poucinasz stopy, z kardu ucieknie piłka i z pięknego ujęcia będą nici. Praca z Sigmą 300-600mm daje tę przyjemną swobodę i brak konieczności częstego przeskakiwania z aparatu na aparat.
Obiektyw w akcji motocyklowej, tor jako naturalne środowisko
Szóste, motocyklowe wrażenie. Jak ja żałowałem, że nie dane mi było w tym terminie pojechać na jakiś „duży tor”, a więc środowisko naturalne dla takiej „sześćsetki”. Mówią – jak się nie ma co się lubi… Wybrałem się więc na mniejszy obiekt, ale za to doskonale mi znany. W zasadzie od razu wiem, na których zakrętach skorzystam z Sigmy i jakich kadrów będę szukał. Zabawa stabilizacją w trybie sport, wydłużanie czasów naświetlania, ale też „mrożenie akcji” dla wydobycia szczegółów. Mmmm. Genialnie to wychodzi, kiedy zawodnik ma w kasku przezierną szybę i widać jak na dłoni koncentrację w jego oczach. Znów dało o sobie znać świetne skalibrowanie pracy pierścienia zoomu. Jednym ruchem nadgarstka, przechodzi się tutaj przez całą skalę od 300 do 600 mm i z powrotem. Na jednym zakręcie, można więc wykonać trzy doskonałe zdjęcia, jakich oczekują ode mnie zawodnicy. Wejście w zakręt, przejazd przez apeks oraz wyjście na prostą. Komfortowo i przyjemnie. Wspominałem coś o bajce?
Wyzwania niskiego światła, czyli mecz przy jupiterach
Siódme wrażenie. Czy obiektyw F4 może sprawdzić się w trudnych warunkach oświetleniowych? Tak, wiem, że mecz piłkarski przy jupiterach, to wyzwanie przede wszystkim dla matrycy aparatu. O ile moim zdaniem, największy skok jakościowy w ostatnich latach, dostaliśmy w zakresie Auto Focusu, to używalne ISO najnowszych puszek, również zrobiło gigantyczny skok naprzód. Czy to oznacza, że można na taki mecz pójść ze szkłem nieco ciemniejszym niż F2.8? Okazuje się, że spokojnie. Mimo mniejszej ilości światła, AF wciąż wykonuje swoją pracę wzorowo, a obrazki są najnormalniej w świecie używalne. Można więc zacząć się zastanawiać, co dźwigać w pancernej walizce na kolejny mecz. Takie powiedzmy 400mm F 2.8, czy biały, piękny, szybki i wcale nie taki drogi (jeśli uwzględnić, co za te pieniądze otrzymujemy), „zestaw stałek” 300, 400, 500 i 600 4.0. Każdy ma swoje preferencje. Każdy swoje przyzwyczajenia. Ale wielu w tym momencie zrobi takie – hmmm…
Jedyna wada? Stabilność w wietrze
Do czegoś trzeba się przyczepić. Przez swoje rozmiary, a szczególnie wielkość osłony przeciwsłonecznej, obiektyw działa jak żagiel. W silnym wietrze ciężko utrzymać go w stabilnej pozycji. I o ile zdjęcia da się robić, o tyle video kręcić, będzie dużo trudniej. Niby znam ten efekt pracy na wietrze z moimi prywatnymi obiektywami, ale nie na taką skalę. Uff coś znalazłem na minus.
Podsumowanie – SIGMA 300-600 mm F4 DG OS Sports w użyciu
Sporo tych wrażeń. Jakby je podsumować? W zasadzie mogę ten obiektyw tylko chwalić. W porównaniu do najnowszych obiektywów Sony i Nikona (bo z tymi mam najwięcej do czynienia), prędkość jego działania w niczym nie ustępuje konstrukcjom systemowym. Plastyka obrazka jest rzeczą gustu, ale tu jest po prostu bajkowo! Rozmycie tła, szczególnie dla ogniskowych powyżej 400 mm jest bardzo przyjemne dla oka, a zakres i uniwersalność zooma, rekompensuje brak światła F2.8. To akurat moje prywatne podejście do sprawy. Mam w torbie 4 zoomy, a tylko jedną „stałkę” i to 35mm, więc powiedzmy taką „mało sportową”. Wybór Sigmy 60-600 S w miejsce 300 czy 400 2.8, jest u mnie świadomy i zgodny z moimi preferencjami. Sigma 300-600mm F4 DG OS | Sports jawi się jako swego rodzaju pomost pomiędzy dwiema filozofiami fotograficznymi. To szkło, które inspiruje. Łączy jakość, ergonomię i funkcjonalność. Nadaje się zarówno do sportu, jak i dynamicznych wydarzeń plenerowych. SIGMA 300-600 mm F4 to kompromis między jakością stałek, a elastycznością zoomu. Po prostu bajka. Będę miał sporo do myślenia w długie zimowe wieczory.
Krzych Tumala
Chciał zostać portrecistą, a wylądował na motocyklowym torze i związał się z motosportem. Próbował fotografować architekturę wnętrz oraz koncerty w ciasnych salach, a odnalazł się na otwartej przestrzeni piłkarskich boisk. Wciąż nie wyklucza innych dziedzin fotografii, jednak to w stronę sportowców głównie kieruje swoje obiektywy. Fotograficzny samouk, ma w portfolio imprezy rangi mistrzostw Europy i Polski, jednak emocje z „okręgowych aren” kręcą go najbardziej. Jeśli po obejrzeniu jego zdjęć stwierdzisz – chciałbym tam być i zobaczyć to na żywo – wiedz, że dobrze wykonał swoje zadanie.
„Robię różnego rodzaju zlecenia, ale zdarza się, że z marszu wjeżdzam na jakieś przypadkowe spotkanie, używając aparatu, jak legitymacji. Wchodzę w relacje z zawodnikami, zdobywam zaufanie, szukam emocji i wtedy zaczyna się zabawa. Jadąc na nowy dla mnie tor motocyklowy, nigdy nie szukam materiałów z tego obiektu. Po co robić zdjęcia, już raz zrobione? Wolę się sto razy pomylić, zebrać doświadczenie i zaskoczyć choć kilkoma ujęciami innymi niż wszystkie. Właśnie wtedy powstają „Krzycha Fotki”. To wyświechtany frazes, ale z aparatem w dłoni, nie przepracowałem w życiu ani minuty…”
Ze zdjęciami Krzycha zapoznasz się na jego profilach:
https://www.facebook.com/krzycha.fotki
https://www.instagram.com/krzychafotki/
oraz na grupie FB Fotografia Sportowa, którą współtworzy.



