Dlaczego i dla kogo – nowa SIGMA 35 mm 1.4 Mark II

Udostępnij post:
zdjęcie kobiety wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art

Dlaczego i dla kogo – nowa SIGMA 35 mm 1.4 Mark II

Udostępnij:

Dlaczego 35mm F1.4 Mark II

Siedzę w pociągu z Warszawy do Gdańska. Jadę na trzygodzinną sesję, po czym wsiadam z powrotem i wracam do Warszawy, tylko po to, żeby przetestować kolejną „trzydziestkę piątkę”. Tak dokładnie: już szóstą od Sigmy, odkąd przesiadłem się na system Sony. A jeśli dorzucić do tego wszystkie 35-ki jakie miałem w ręku, pomysł wypuszczania wersji Mark II o tej ogniskowej wydaje się jeszcze bardziej szalony niż moja podróż…

Jest jednak jeden wyjątek. Jeśli ten obiektyw jest wyjątkowy, warto stworzyć mu wyjątkowe warunki i zrobić wyjątkowe zdjęcia. I wystarczyło wziąć go do ręki, żeby poczuć, że tak jest.

zdjęcie kobiety wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
Fot. Tomasz Tołłoczko. Sigma 35mm F1.4 DG II Art
zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
Fot. Tomasz Tołłoczko. Sigma 35mm F1.4 DG II Art

Pierwszy kontakt. Mniejsza, lżejsza, ale czy lepsza?

Nowa SIGMA 35mm f/1.4 DG II Art jest około 20% lżejsza i około 14% mniejsza od poprzednika. To robi wrażenie – zwłaszcza że w dłoni nie czuć żadnych kompromisów. Konstrukcja jest solidna, metalowa, dopracowana w detalach, z uszczelnieniami na kurz i zachlapania oraz z nową, elegancką typografią na tubusie. Przez cały czas, wracało do mnie jedno pytanie: jak to możliwe, że przy podobnym standardzie materiałów Sigma zbudowała obiektyw ważący zaledwie 530 g – czyli o około 130 g mniej niż legendarna Sigma 35mm f/1.4 DG HSM Art, którą pamięta chyba każdy kto korzystał z lustrzanek w tamtych latach. Do tego dochodzi rzecz praktyczna: średnica filtra 67 mm została zachowana z poprzedniej wersji, więc temat filtrów wciąż jest przyjazny cenowo i logistycznie.

zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
Fot. Tomasz Tołłoczko. Sigma 35mm F1.4 DG II Art
zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art

Co zmieniło się w środku?

Skoro konstrukcja jest tak mała i tak lekka, rozsądek podpowiada: „musi być jakiś koszt”. Mniej szkła? Gorszy AF? Nic bardziej mylnego, w środku nadal jest pełnoprawna, ambitna optyka. Różnica dzieje się gdzie indziej: w tym, jak obiektyw ogniskuje i jaką technologią porusza większymi grupami soczewek. Sigma mówi tu o Dual HLA i konstrukcji typu floating focus, brzmi nerdowsko, ale mnie interesuje tylko jedno: czy działa, przy realnej pracy?

zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
Fot. Tomasz Tołłoczko. Sigma 35mm F1.4 DG II Art
zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
Fot. Tomasz Tołłoczko. Sigma 35mm F1.4 DG II Art

Autofokus. Bez prawie i bez czasem

Działa. Testuję ten obiektyw na nowym korpusie (Sony a7V) i nie mogę wyjść z podziwu, jak ten duet się uzupełnia. Autofokus jest bezgłośny, szybki i powtarzalny. Nie ma tu „prawie”, „czasem” ani „w większości przypadków”. To nie jest obiektyw ze średniej półki, który ma być „wystarczająco dobry”. Art dzisiaj oznacza premium i w praktyce czuć to od pierwszych klatek.

zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art

Tu nie ma miękkiej gry

AF trudno pokazać w artykule, ale ostrość i jakość obrazu, bardzo łatwo. Już na podglądzie widziałem, że mam do czynienia z jednym z najostrzejszych obiektywów, jakie noszę w torbie. Największe wrażenie zrobił na mnie mikrokontrast: detale są czytelne, krawędzie czyste, a obraz ostry nawet przy pełnym otworze. Do tego dochodzi rzecz, której nie da się nie docenić: brak aberracji chromatycznych czyli upierdliwych obwódek i farbowania w trudnych kontrastach. Oczywiście, wiele rzeczy da się skorygować w postprodukcji ale prawdziwy komfort zaczyna się wtedy, gdy nie musisz tego robić. Dodatkowo obiektyw świetnie sobie radzi w pracy pod światło, nie ma flar i duszków za to naprawdę przyjemnie rozprasza i zmiękcza wpadające do niego światło.

Ostre, ale nie kliniczne - przyjemnie

Zwykle jest tak: kiedy szkło jest ekstremalnie ostre, cierpi na tym charakter rozmycia. Bokeh potrafi zrobić się nerwowy, „techniczny”, zbyt kliniczny. A jednak tutaj tego nie czuję. Rozmycie zostaje miękkie i plastyczne – takie, które nie odciąga uwagi od zdjęcia, tylko je domyka. Nie wiem, jak inżynierowie z Aizu potrafią pogodzić miękkość z tą ostrością i kontrastem, ale efekty ocenicie sami na zdjęciach poniżej.

zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
Fot. Tomasz Tołłoczko. Sigma 35mm f1.4 DG II Art
zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
Fot. Tomasz Tołłoczko. Sigma 35mm f1.4 DG II Art
zdjęcie kobiety wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art
Fot. Tomasz Tołłoczko. Sigma 35mm f1.4 DG II Art

Czy w zalewie trzydziestek piątek da się jeszcze czymś zabłysnąć

Mam wrażenie, że niedługo zakup 35 mm będzie przypominał zakup sprzętu AGD: wchodzisz do sklepu, widzisz długą listę produktów o tej samej ogniskowej, różniących się tajemniczymi skrótami i oznaczeniami, a potem wybierasz „najlepszy”, patrząc na gwiazdki. W tym całym zalewie nowa Sigma naprawdę błyszczy. Jakością wykonania, kulturą pracy autofocusa i samym obrazem – to jest poziom, który spokojnie można nazwać narzędziem dla profesjonalistów.

Dla kogo jest ta 35 mm

Jeśli 35 mm jest Twoją podstawową ogniskową – w reportażu, ślubach, portrecie, rodzinie, street, a nawet w tych zastosowaniach, w których liczy się szybkość i pewność – ta Sigma jest dokładnie tym typem obiektywu, który po prostu zostaje na aparacie.
Autorem zdjęć z backstage jest Adam Kozłowski.

zdjęcie portretowe wykonane obiektywem Sigma 35mm F1.4 DG II Art

Tomasz Tołłoczko
Z zawodu fotograf. Doświadczenie zdobywał już od najmłodszych lat. Po raz pierwszy z fotografią analogową i cyfrową, a także tajnikami pracy w ciemni i programami do obróbki zdjęć, zetknął się w liceum w Stanach Zjednoczonych. Studia z historii sztuki pozwoliły Tomaszowi opisywać dzieła sztuki od kompozycji, poprzez kolor i plastykę. W dużej mierze pomaga to dzisiaj w realizacji prac. Za aparat chwycił już jako młody chłopak. Kilka godzin dziennie wraz z kolegami jeździł na deskorolce i zależało mu, aby na zdjęciach uchwycić tę dynamikę i ruch. Znajomości w sportowym środowisku przyczyniły się do rozwoju kariery fotografa snowboardowego. Z aparatem jeździł po świecie i wspinał się na szczyty. Zakochał się w tych krajobrazach. Lubi do nich wracać, aby przypomnieć sobie tamte dni. Z czasem na tapecie pojawił się temat fotografii ślubnej. Początkowo wykonywał zdjęcia jedynie dla znajomych. Jednak ilość zleceń ślubnych diametralnie wzrosła, dzięki czemu zaczął funkcjonować w branży, jako zawodowy fotograf ślubny. Nigdy nie chciał być kojarzony z jednym typem fotografii. Kocha to, co robi. Do fotografii ślubnej podchodzi w sposób indywidualny. Radość odnajduje w nawiązywaniu nowych znajomości, dokumentowaniu życia ludzi oraz wdrażaniu swoich pomysłów.
Jak sam mówi: „Fotografia dla mnie jest relacją z drugim człowiekiem, która zostaje uwieczniona na obrazie. Patrząc na zdjęcie wracamy myślami, nie tylko do miejsca, ludzi i emocji, które są na zdjęciu, ale także do relacji z tym, który to zdjęcie wykonał.”

tomasztolloczko.com
https://www.facebook.com/tooczko

Zobacz produkty

Zapisz się do Newslettera​

Zobacz również